Pawlikowski pokaże Polsce Oscarom! "Ojczyzna" naszym kandydatem do złotych statuetek
Film reżysera znany z "Idy" pojedzie do Hollywood. Komisja oscarowa jednogłośnie wybrała czarno-białą historię Thomasa Manna spośród siedmiu pretendentów.
Wielki wybór dla polskiego kina
Komisja Oscarowa, działająca przy Polskim Instytucie Sztuki Filmowej, ogłosiła 18 września 2026 roku, że polskim kandydatem do Oscara w kategorii najlepszy film międzynarodowy zostaje "Ojczyzna" w reżyserii Pawła Pawlikowskiego. To decyzja, która budzi równe części emocji i optimizmu w polskiej kinematografii, bo stawiamy na nazwisko, które już na Oscarach triumfowało.
Komisja miała przed sobą trudny wybór. O status ten ubiegało się siedem produkcji, w tym "Bez końca" Michała Marczaka, "Dziki Dziki Wschód" Jana Holoubka, "Nasza rewolucja" Piotra Domalewskiego, "Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej" Emi Buchwald, "Pojedynek" Łukasza Palkowskiego i "Przez ścianę" Macieja Sobieszczańskiego. Każdy z tych filmów miał swoich zwolenników, ale ostatecznie rękawicę podwył właśnie Pawlikowski.
Czemu akurat "Ojczyzna"?
Decyzja komisji nie była żadną niespodzianką, ale opierała się na solidnych fundamentach. Uzasadnienie sprowadza się do jednego słowa, renomy. Paweł Pawlikowski to jedyny reżyser w tegorocznej stawce, który już raz przywiózł Polsce Oscara za "Idę" w 2015 roku, a jego nazwisko jest dziś w Hollywood rozpoznawalne jak mało które inne z Polski.
"Ojczyzna" opowiada o relacji między Thomasem Mannem, laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie literatury, a jego córką Eriką, aktorką i pisarką. To czarno-biały dramat, który ma w obsadzie Hannsa Zischlera i Sandrę Hüller, pokazany w konkursie głównym w Cannes. To już sam fakt, że film pojawił się w głównym konkursie na festiwalu w Cannes, mówi wiele o jego wartości artystycznej.
Polska produkcja z europejskim wkładem
Mimo że "Ojczyzna" to międzynarodowa koprodukcja, polski wkład w film jest znaczący. Polski charakter "Ojczyzny" nie ogranicza się do nazwiska reżysera, a o sile rodzimego udziału świadczą skala zaangażowania polskich twórców i specjalistów, wkład finansowy oraz fakt, że niemal wszystkie zdjęcia zrealizowano w Polsce.
To właśnie bardzo ważny punkt dla komisji oscarowej. Chociaż film mógł być zrealizowany gdziekolwiek na świecie, jego realizacyjna strona pozostała głęboko zakorzeniona w polskim środowisku filmowym.
Jaka teraz droga przed "Ojczyzną"?
Wyłonienie polskiego kandydata do Oscara nie oznacza bowiem, że będzie on reprezentował Polskę na Oscarach 2027. W połowie grudnia zostaną ogłoszone shortlisty i jeśli "Ojczyzna" się na nich znajdzie, to dopiero pod koniec stycznia 2027 roku dowiemy się, czy została ona nominowana w kategorii Najlepszy film międzynarodowy.
Film nie będzie miał łatwej drogi do nominacji do Oscara, bo konkurencja jest bardzo silna. Wiele krajów już zgłosiło swoich kandydatów, jest tam wiele bardzo wysoko ocenianych filmów, a wiele z nich, podobnie jak "Ojczyzna", miało premierę w Cannes. Ale jeśli historia polskiego kina nas czego uczy, to tego, że Pawlikowski potrafi, kiedy trzeba, zadziałać jak magnes dla członków Akademii.
Ogromna szansa dla polskiego kina
Wyborne nazwiska w obsadzie, prestiż Cannes, doświadczenie reżysera, który już wcześniej złapał Oscara, dobrze rokują dla "Ojczyzny". Oczywiście, statystycznie mamy małe szanse, że polska produkcja przebije się przez gęsty las konkurencji. Ale historia polskiego kina pokazała nam, że czasami czarno-białe dramaty i opowieści o polskich emocjach potrafią wzruszać nie tylko Polaków, ale i członków światowej kinematografii.
Gala rozdania statuetek odbędzie się w marcu 2027 roku. Do tego czasu będziemy czekać, mając nadzieję, że w połowie grudnia Akademia zauważy "Ojczyznę" na shortliście. Na razie możemy się cieszyć, że polskie kino ma godnego reprezentanta, a Paweł Pawlikowski dostał szansę na jeszcze jeden wyścig o złotą statuetkę.