Szwajcaria żyje! Helweci awansowali do ćwierćfinału mundialu po karnach, czyli najdramatyczniejszy mecz tygodnia
Szwajcaria pokonała Kolumbię w 1/8 finału MŚ 2026 w rzutach karnych. Mecz, który nie miał bramek do ostatniej sekundy, przeszedł do historii piłki nożnej. A co za emocje!
To był mecz dla kibiców zdolnych utrzymać napięcie bez przerwy! W nocy z wtorku na środę czasu polskiego Szwajcaria zmierzyła się z Kolumbią w 1/8 finału Mistrzostw Świata 2026. Wynik bramkowy mógłby zawieść, ale emocje, jakie przeznaczył nam ten mecz, wybaczą sobie z każdej blockbusterowej produkcją.
Mecz bez bramek, ale o ile dramatycz
Spotkanie 1/8 finału odbyło się w kanadyjskim Vancouver. W regulaminowym czasie i dogrywce kibice nie zobaczyli żadnych bramek. Brzmi niezbyt obiecująco? To jeszcze nic. Oba zespoły grały tak ostrożnie, że przez 120 minut nie potrafiły przechylić szalę na swoją stronę. W podstawowym czasie gry padł remis 0:0, a więcej szans na wygraną mieli popularni Los Cafeteros.
Zgromadziło ono na trybunach dokładnie 52 497 widzów, którzy oczekiwali na pucharowe emocje. Ci widzowie przyszli po przygodę, a dostali lekcję futbolu defensywnego. Gra była wyrównana, obie drużyny bały się ryzykować, bo przecież jedną nogą myślały już o potencjalnym rywniku. No właśnie, Argentynie. Najciekawszą sytuacją w drugiej połowie spotkania był moment, kiedy kamera pokazała zasiadającego na trybunach trenera Jurgena Kloppa, który zajadał się frytkami. Jurgena też miał dość (żart oczywiście).
Rzuty karne, czyli gdzie zmiana temperatury
Gdy powiedziałem, że tego się nie mogło przesądzić bez karnych, miałem rację. O ostatecznym triumfie musiały zadecydować serie rzutów karnych. I tutaj rzeczy przybrały na sile! Polscy kibice znają to uczucie z niejednego meczu.
Szwajcarzy pokazali jednak lepszą odpornę psychiczną w konkursie jedenastek. Pierwsze pudło w drugiej serii zaliczył Davinson Sanchez, uderzając w poprzeczkę. To był kluczowy moment. Kolumbia straciła nerwy. Kolumbię w grze utrzymał Diaz, jednak po chwili kropkę nad i postawił Vargas, Szwajcarzy zaczęli świętowanie pierwszego od 72 lat awansu do ćwierćfinału MŚ.
Historia została pisana
Drudzy awansowali tam trzykrotnie, ale jeszcze przed drugą wojną światową i zaraz po niej, gdy na mundialu rywalizowało tylko 16 drużyn. Jeśli myślałem, że Szwajcaria kiedyś grała w ćwierćfinałach, to okazało się, że ostatni raz było to dawno, bardzo dawno. Szwajcaria czekała na ćwierćfinał od 1954 r. Siedemdziesiąt dwa lata! To jest pokolenie czekania. Dla porównania, last time Polska wychodziła z grupy na mundialu w 1974 roku (odpuściłem sobie tu depresję).
Co ważne, Szwajcarzy dostali cios jeszcze przed wyjściem na boisko, gdy okazało się, że będą musieli sobie radzić bez Johana Manzambiego. 20-letni pomocnik Freiburga był jedną z najważniejszych postaci drużyny, zdobył trzy bramki i dołożył dwie asysty. Ale mimo to się udało! Czasami brak gwiazdy otwiera drzwi dla kogoś innego.
Czeka ich Argentyna, która żyje na krawędzi
Tam zmierzą się z Argentyną, która mimo wielkich tarapatów, ostatecznie zdołała pokonać Egipt 3:2. Tak, mistrzami świata, którzy kilka godzin wcześniej przegrywali już 0:2, ostatecznie wygrali. To jest historia na osobny artykuł. Dla Szwajcarii to będzie nie lada wyzwanie. W walce o półfinał Szwajcaria zmierzy się z Argentyną i nie będzie faworytem. Biorąc jednak pod uwagę gigantyczne problemy mistrzów świata w starciach z Republiką Zielonego Przylądka i Egiptem, niczego nie można przesądzać!
Całość w nucie nadziei
Szwajcaria zrobiła to, co miała do zrobienia. Nie zagrała spektakularnie, ale wygrała tam, gdzie trzeba się wygrało. Helweci pokazali jednak więcej zimnej krwi i awansowali po rzutach karnych! To może być początek zaskakującej przygody na mundialu dla tego skromnego, ale bojowego zespołu z Alp. Kolumbia mogła wiele, ale ostatecznie niewiele, gdy trzeba było strzelać z jedenastki.
Ćwierćfinały będą należeć do mężczyzn, a Szwajcaria wyraźnie ma coś do udowodnienia światu. Już czekamy na niedzielny mecz.