Krew na pasach. Huti atakują Arabię Saudyjską bez litości, lotnisko w Rijadzie znowu pod ostrzałem
Jemeńscy rebelianci Huti przeprowadzili serię zmasowanych ataków na międzynarodowe lotnisko w Rijadzie. Ponad 12 zabitych, setki rannych i paraliż ruchu lotniczego w sercu Arabii Saudyjskiej.
Lotnisko w ruinie, Aramia Saudyjska drży
Nie żyje co najmniej 12 osób, a ponad 300 zostało rannych z powodu sobotniego ataku rakietowego na lotnisko w Rijadzie. Według doniesień agencji Reutera, zamach mieli przeprowadzić wspierani przez Iran jemeńscy rebelianci Huti. To nie była pojedyncza akcja, ale seria potężnych uderzeń, które w ciągu zaledwie paru dni zamieniły jedno z największych arabskich portów lotniczych w pole bitwy.
Incydent miał miejsce w sobotę, 12 października. W Rijadzie słychać było co najmniej dwa silne wybuchy, a w stronę portu lotniczego skierowano kilkanaście karetek. Świadkowie relacjonowali sceny wielkiego chaosu, ewakuację pasażerów i czarny dym unoszący się nad terminals. W wyniku uderzenia 12 osób zginęło, a ponad 300 zostało rannych. Po serii eksplozji ewakuowano pasażerów i wstrzymano ruch lotniczy.
Trzeci atak w tydzień, chaos w lotach
To, co robi największe wrażenie, to nasilenie operacji. Port lotniczy był celem ataku po raz trzeci w tym tygodniu. W poprzednich uderzeniach zginęły cztery osoby, w tym saudyjski pilot i obywatel Sudanu. Huti nie odpuszczają, a każdy atak jest coraz bardziej dotkliwy.
Międzynarodowa komunikacja lotnicza praktycznie zamarzła. Wszystkie loty na lotnisko w Rijadzie zostały przekierowane albo anulowane. W niektórych przypadkach odwołano loty do poniedziałku. Duże linie lotnicze zareagowały błyskawicznie. Linki Lufthansy zawieszą loty do Rijadu do 16 października włącznie z powodu aktualnej sytuacji na Bliskim Wschodzie. Air India i wiele innych przewoźników również wstrzymały połączenia. Do ataku odniosły się ambasady Niemiec, Hiszpanii i Kanady. Placówki dyplomatyczne w Arabii Saudyjskiej wezwały swoich obywateli do niekorzystania z lotniska. Dzień wcześniej Francja zaleciła unikanie lotów do stolicy Arabii Saudyjskiej.
Huti ogłosili przestrzeń powietrzną Arabii Saudyjskiej strefą działań wojennych. Ostrzegli linie lotnicze przed korzystaniem z niej. To nie tylko groźby, to rzeczywistość. Rebelianci wyraźnie pokazują, że będą dalej atakować.
Trump nie ma planu, a Arabowie liczą straty
Reakcja międzynarodowa była powściągliwa. Prezydent USA Donald Trump powiedział, że sobotni atak na lotnisko w Rijadzie to "coś strasznego" i jest "nie do zaakceptowania". Sekretarz stanu Marco Rubio potępił ataki Huti na Arabię Saudyjską, w tym ostatni atak na lotnisko w Rijadzie. Potwierdził, że wśród ofiar śmiertelnych tego ataku jest obywatel USA. Ale z działań militarnych nic. Stany Zjednoczone wydały stwierdzenia, nie wsparcie zbrojne.
Arabia Saudyjska natomiast obiecuje odwet. Koalicja pod przewodnictwem Arabii Saudyjskiej poinformowała o zniszczeniu trzech wyrzutni rakietowych używanych przez Hutich i zapowiedziała zdecydowaną reakcję na kolejne ataki. Ale czy będzie to wystarczające? Huti mają współ irańskiego patrona, dobrą logistykę i, najważniejsze, wciąż zdeterminowanie. Ataki będą dalej trwać.
Dlaczego teraz? Gra na Bliskim Wschodzie
Nasilenie operacji Huti nie jest przypadkowe. Jemeńskie rebelianci są wspierani przez Iran i od lat wykorzystywane jako narzędzie presji na Arabię Saudyjską i zachodnie interesy na Bliskim Wschodzie. Nasilenie ataków nastąpiło po rozpoczęciu na początku października ofensywy sił rządu Jemenu. To odpowiedź, eskalacja, próba pokazania siły wobec saudyjskiego zaangażowania w jemeńskim konflikcie.
Dla Arabii Saudyjskiej to cios w wizerunek. Lotnisko w Rijadzie to najbardziej strategiczny port lotniczy kraju, brama do serca królestwa. Teraz stoi w ogniu, a świat widzi, że nie da się go obronić przed mocno zmotywowanym przeciwnikiem. To z pewnością nie kończy się tu, gdzie wybuchy tną powietrze na pustyni.