Tuńczyk zamiast stylu. Posłanka Bodnar wywołała burzę wpisem z wakacji
Zdjęcie z łódki w Hiszpanii rychło trafiło do debaty publicznej. Jeden wpis, setki komentarzy, fala krytyki z parlamentu. Co Izabela Bodnar zrobiła, że internauci i politycy wyrwali jej sobie z rąk tuńczyka?
Zdjęcie z łódki spowodowało lawinę komentarzy
Posłanka z Unii Centrum, która do niedawna należała do Polski 2050 Szymona Hołowni, zamieściła w mediach społecznościowych zdjęcie ze swojego urlopu. Na fotografii z wakacji w Hiszpanii pozuje na łodzi z dwoma tuńczykami. Całość połączyła z życzeniami powodzenia reprezentacji Hiszpanii przed finałem mistrzostw świata.
W swoim wpisie napisała "Życzę dzisiaj Hiszpanom takich sukcesów, jak na połowie tuńczyka podczas naszych hiszpańskich wakacji" i dodała emoji hiszpańskiej flagi i piłki nożnej. To miało być zwykłe wspieranie drużyny podczas piłkarskiego mundialelu. Zamiast tego posłanka Izabela Bodnar rozpętała burzę w sieci.
W ciągu 15 godzin od publikacji w serwisie X było już ponad 1100 odpowiedzi. Wiele z nich wcale nie dotyczyło samych żelazeń dla Hiszpanów. Internauci rzucili się na obronę zwierząt, estetykę zdjęcia i sam fakt pokazywania się na wakacjach, na które przeciętny Polak nigdy sobie nie pozwoli.
Politycy pytają, czy to jest grzeczność
Krytyka nie przyszła tylko z internetu. Dziennikarka Agnieszka Gozdyra zainteresowała się: "Pani poseł, proste pytanie: jak bardzo trzeba nie mieć stylu/empatii, by zrobić sobie takie zdjęcie, a następnie je opublikować?"
Anna Maria Żukowska z Nowej Lewicy pytała "Czym to zdjęcie się różni od zdjęcia z upolowaną sarną i co na to Mikołaj Dorożała? Nie ma już Pani na czym nóg opierać?", przywołując nazwisko wiceministra klimatu i środowiska.
Publicysta Jan Śpiewak skomentował: "Zdecydowanie bogaci w Polsce płacą za niskie podatki". Dla wielu obserwatorów sprawa nie była o Same tuńczyki, ale o czegoś więcej, bardziej uniwersalnego. Kwestii dystansu między politykami a społeczeństwem, które w kryzysie ekonomicznym obserwuje takie wakacje przez ekran.
Odpowiedź posłanki brzmi jak ultimatum
Bodnar nie czekała długo na odpowiedź. Posłanka odpowiedziała na zarzuty, wskazując na powszechność spożywania ryb i wezwała krytyków do konsekwencji. Po tym, gdy lawina komentarzy się wylała, napisała "Drodzy, nie bądźcie hipokrytami..."
Jej kontrargument trafił w czuły punkt wielu internautów. Rzeczywiście, jeśli krytykujemy zdjęcie z rybą, ale codziennie nosimy skórzane buty i jemy mięso, to czy nie jesteśmy sami hipokrytami? Pytanie nurtujące, ale dla sporej części komentujących całkowicie mijające się z celem.
Wielu internautów oceniło zdjęcie jako "niesmaczne", porównując je do zdjęć myśliwych z upolowanymi zwierzętami. Chodziło nie o same zwierzęta, ale o wizerunek, komunikat, sposób bycia w mediach społecznościowych przez osobę, która działa w sferze publicznej.
Czasem lepiej powiedzieć nic
Historia posłanki Bodnar jest lekcją dla polityka z playbooka mediów społecznych. Jeden wpis, jedno zdjęcie, kilka godzin i już wszyscy wiedzą, że bezpośrednio przed finałem Mistrzostw Świata w piłce nożnej wybrała się na połów tuńczyków do Hiszpanii.
Czy Bodnar miała prawo do wakacji? Oczywiście. Czy miała prawo dzielić się nimi w sieci? Technicznie tak. Ale czasami prawo i mądrość to dwie różne rzeczy. A ta druga rzeczy mówi jasno, że gdy wszyscy czekają na finał mundialu, a ty się pokazujesz z martwą rybą opierającą się o twoje nogi, to wariujesz sobie PR na własne życzenie.
Zdjęcie już jest w internecie. Dyskusja dalej trwa. I chociaż posłanka Bodnar ma rację w kwestii hipokryzji, to jednak przewodziła temu wszystkiemu zupełnie niefortunnym komunikatem. Czasem milczenie bywa złotem, zwłaszcza dla polityka w mediach społecznych.